|
Pomimo odsłoniętych okien i jasnego poranka w pokoiku panował półmrok. To gęsty, gryzący w oczy dym zmniejszał widoczność do tego stopnia, że staremu żołnierzowi siedzącemu na bujanym fotelu trudno było zauważyć stojącą na drewnianym blacie flaszkę z miejscowa gorzałką. Zachodził w głowę czy to przez zaćmę atakującą jego oczy, czy też to stres i zmęczenie dawały o sobie znać. W przepalonym mózgu weterana nigdy nie zagościłaby myśl, że sprawcą całego zamieszania związanego z ową flaszką jest jego własna, drewniana fajka. Czerwone iskierki żarzyły się w niej wesoło, a za każdym razem kiedy odsunął od ust ustnik, wydobywała się z nich kolejna chmura przesłaniającego pomieszczenie dymu. -Niech ją szlag- wychrypiał dziadyga kierując wyciągnięte w kierunku stołu ramię na inne trajektorie. Żołnierz sięgnął pod fotel i wymacał inną, jeszcze nie otwartą butelkę. Kiedy złapał ją w wychudłą i zniszczoną dłoń na jego brzydkich ustach pojawił się uśmiech. Wydobył gorzałkę spod fotela i nie przestając pykać z fajki otworzył ją wolną ręką. -Zdrowie tych, którzy przeżyli- wypowiedział toast i pociągnął długi łyk. Głośne bulgotanie poniosło się po pokoiku. Weteran przytulił butelkę do siebie z obawą, że mógłby utracić znienacka także i tą. Pokoik wypełnił nagle donośny, docierający w każdy jego zakamarek łomot. Zdziwiony żołnierz ściągnął gniewnie brwi starając się namierzyć źródło hałasu. -Ktoś puka do drzwi- łaskawie podpowiedział wojakowi zamglony umysł. Coraz bardziej zdziwiony mężczyzna podniósł się ciężko z fotela wprawiając go przy tym w ruch i postąpił dwa chwiejne kroczki w stronę stołu. Popatrzył na blat i jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu na widok odnalezionego skarbu. -Tu będziesz bezpieczna- powiedział cicho odstawiając obok poprzedniej flaszki ta, którą wciąż trzymał w ręce. Po pokoju znów poniósł się odgłos walenia pięścią o drewniane drzwi. Żołnierz sapnął i ruszył w ich kierunku. Przemierzył pijackim krokiem te kilka metrów i odryglował wejście do swej nory. W progu stał niski chłopczyk, którego pulchne ciało w oczach wojaka przypominało coś, co na pewno dało się tanim kosztem przemienić w wykwintny obiad. Chłopak wzdrygnął się widząc coś niepokojącego w oględzinach weterana. Szybko jednak doszedł do siebie i przemówił. -Tuhanie, potrzebujemy Twojej pomocy! Rozwścieczony i głodny troll napadł na miasteczko! Zabił już czterech mężczyzn, którzy próbowali go pokonać. Tylko Ty jeden możesz mu sprostać! Błagamy Cię, wyjdź i walcz z tym potworem!. -Zapłata?- zapytał Tuhan -Będzie! Będzie! W złocie! Tylko proszę Cię chodź już! Weteran odwrócił się przytrzymując się jedną ręką framugi aby nie upaść i obrzucił pokoik zamyślonym spojrzeniem. -Ha! Jest- wysapał i ruszył chwiejnie, zmuszając się nadludzkim wysiłkiem do zachowania pionu, w kierunku opartego o nie zaścielone łóżko topora. Kiedy chwycił drzewiec w celu jego podniesienia runął na podłogę niezdolny do zachowania równowagi niezbędnej do wykonania tak skomplikowanej czynności. -Hę…Chłopcze, chodź no tu. Poniesiesz moją broń- burknął Chłopak podbiegł wybałuszając oczy na weterana i podniósł ciężki topór. -Pomóż mi wstać- powiedział Tuhan nie mogąc sam sprostać temu zadaniu. Chłopak przykucnął trzymając w jednej ręce topór i zarzucił sobie na barki ramię żołnierza. Podniósł go z cichym jęknięciem i podtrzymał tak by ten nie mógł się na powrót wywrócić. -A teraz chłopcze pomóż mi dojść do tej straszliwej poczwary.
Kiedy już znaleźli się w jednej z bocznych uliczek miasteczka, gdzie szalał Troll, Tuhan oparł się o ścianę jakiegoś budynku i odebrał od chłopaka swoją broń. Ruszył, wciąż się podpierając w kierunku potwora. Każdy krok był dla niego męczarnią, każdy minięty sęk w deskach ściany, o którą się podpierał okupiony był wielkim wysiłkiem. W oknach i na balkonach Tuhan widział mieszkańców miasteczka trwożnie spoglądających, to na niego, to na przerażającą bestię. Kiedy wreszcie weteran znalazł się o kilka kroków od trolla podniósł topór i chwytając go także drugą ręką odsunął się od ściany. Potwór go zauważył i skierował w jego stronę. Na jego pysku malowało się coś jakoby uśmiech. Kiedy troll był już wystarczająco blisko, Tuhan wziął zamach i zabił potwora. Opuścił topór i na powrót podszedł do ściany aby się o nią wesprzeć. Rozejrzał się dookoła. Jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu, gdy ujrzał zmierzającego w jego stronę burmistrza. - Dziękujemy Ci Tuhanie!- zawołał burmistrz, z którego zeszło całe napięcie towarzyszące napadowi trolla na miasteczko.- Przyjmij tą sakiewkę w ramach naszego podziękowania. - Złoto? - A jakże Tuhanie! Wojownik ukazał w szerokim uśmiechu sczerniałe zęby -Każ komuś odprowadzić mnie do pokoju.
Gdy weteran znalazł się już w swoim pokoiku kazał mężczyźnie, który go przyprowadził odłożyć topór na swoje miejsce, po czym odprawił go groźnym warknięciem. Zaryglował drzwi i podążył chwiejnie ku swojemu bujanemu fotelowi. Siadając wyciągnął zza pasa wcześniej wetkniętą tam drewnianą fajkę i rozpalił na nowo. Po kilku pyknięciach z ust żołnierza ponownie zaczęły wydobywać się chmury dymu. Weteran rozejrzał się niespokojnie dookoła, jednak jego wzrok nie był w stanie przeniknąć panującego w pokoiku półmroku. -Do stu piorunów- sapnął, po czym sięgnął starą i zmarszczoną ręką pod fotel. Wymacał dłonią leżącą pod nim butelkę i wyciągnął ją z uśmiechem na twarzy. Nie przerywając pykania, odkorkował jedną ręką flaszkę i pociągnął solidny łyk. -Za tych, którzy przeżyli- powiedział cicho gdy oddalił szyjkę od ust.
_________________ Heh....Nic nie jest łatwe i proste ale nie znizaj lotów tylko dlatego iz inni mysla ze nie podolasz
|